Jak nauczyłam swoje ciało, że nie każda wpadka to katastrofa.
Jednym z najprostszych sposobów, jakie poznałam, aby stworzyć poczucie bezpieczeństwa we własnym ciele,
jest przestać robić z każdej rzeczy wielką sprawę.
Zanim jednak oceniasz „Łatwo się mówi”, pozwól, że wyjaśnię. Nie mam na myśli ignorowania spraw, które naprawdę mają znaczenie. Raczej rzecz jest w zmianie skali reakcji na codzienne niepowodzenia, niedogodności, opóźnienia i lekko stresujące momenty, które nie musiały stawać się nagłymi sytuacjami alarmowymi, nawet jeśli twoje ciało nauczyło się, że powinny.
Ciało w trybie alarmu
Dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Rozlana kawa. Dźwięk klucza w drzwiach. Uplamiona bluzka.
Spóźnienie na spotkanie. Człowiek w metrze idący wolniej niż Ty bez możliwości wyminięcia go.
Moje ciało miało w zwyczaju napinać się w odpowiedzi na każdą z tych sytuacji tak samo. Utknęło w tak zwanej pętki współczulnej (inaczej pętla układu współczulnego) czyli stan, w którym ciało utyka w ciągłej reakcji walki lub ucieczki.
Dlatego wszystko w nim czuło się jak stan wyższej konieczności: przyspieszony, łapczywy oddech, przypływ adrenaliny, umysł dobudowujący do sytuacji narrację zagrożenia i presji. Skupia się wyłącznie na szybkim zeskanowaniu sytuacji dla jej natychmiastowego ratowania lub rozwiązania.
Z czasem uczyłam się w ten sposób nie tylko życia na poziomie intensywności biologicznie niemożliwym do utrzymania. Uczyłam się też stałego wyczekiwania niepowodzenia nawet jeśli tym niepowodzeniem był odjeżdżający spod nosa autobus albo utknięcie w korku, gdy się spieszyłam.
Pilność kształtuje bezpieczeństwo
Im częściej ciało aktywuje alarm, czyli spina się, przyspiesza oddech i szykuje do walki z powodu drobiazgów,
tym mniej ma szans poczuć rozluźnienie, spokojny oddech, które kojarzą się z bezpieczeństwem.
Jeśli na drobiazgi reagujesz tak, jakby paliło się pod nogami, to nie przesada. Twoje ciało tak się nauczyło reagować, nawet gdy realnie nic złego się nie dzieje.
Kiedy szklanka z wodą rozlewa się przy obiedzie, a ty zrywasz się z krzesła w panice, szukając ręcznika i wariując w środku, że właśnie wszystko zepsułaś, twoje ciało mówi sobie: „ta wpadka będzie nas coś kosztować”.
Dla niektórych z nas tym kosztem był silnie reaktywny rodzic, który na nas krzyczał, zawstydzał lub krytykował. Dla innych, coś zupełnie innego. Ale efekt jest podobny: ciało uczy się kojarzyć chwilową, małą wpadkę z ogromną katastrofą, za którą wszyscy zaraz będą cię osądzać.
I w oczekiwaniu na ten osąd, krytykę czy reakcję, same siebie osądzamy i zawstydzamy, zanim zdąży to zrobić ktokolwiek inny.
Dlaczego bezpieczeństwo bywa tak trudne do poczucia
To dlatego wewnętrzne bezpieczeństwo może wydawać się tak słabe i ledwo wyczuwalne.
Trudno poczuć spokój w ciele, które przy każdym drobnym potknięciu dostaje od ciebie sygnał alarmowy:
panikę, wstyd, samokrytykę zamiast informacji, że nic się nie stało.
To, jak mówimy do siebie w najmniejszych momentach wpadek i niedogodności, kształtuje to, jak czujemy się wewnątrz własnego ciała.
Praktyka „To nic takiego” – wprowadzenie
Właśnie dlatego chcę pokazać Ci tę prostą i skuteczną praktykę, którą nazywam ją „To nic takiego”.
Praktyka jest świadomym zauważeniem napięcia w ciele i zareagowanie inaczej niż, gdy przez ostatnie lata.
Praktyka „To nic takiego” zatrzymuje tę pętle układu współczulnego w trzech krokach:
1. Wyłącza alarm (napięcie) w ciele
Gdy pojawia się napięcie, odruchowo próbujesz rozwiązać głową i działaniem stan, który dzieje się w ciele.
Najczęściej wpadasz wtedy w jeden z trzech automatycznych schematów:
- Szybkie działanie i gaszenie pożaru: od razu odpisujesz na wiadomość, szukasz rozwiązania, byle tylko jak najszybciej pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia.
- Przejmowanie kontroli: układasz w głowie czarne scenariusze, analizujesz co poszło nie tak i wymyślasz, jak zapobiec konsekwencjom.
- Przymus i dociskanie: zaciskasz zęby i robisz coś na siłę, mimo że ciało jest sztywne i brakuje mu tchu.
Jak rozpoznać to napięcie, gdy nie czujesz go wprost z ciała?
Napięcie nie zawsze objawia się ściskiem w brzuchu. Często widać je w zachowaniu:
- chwytasz przedmioty za mocno,
- mocniej uderzasz w klawiaturę,
- szybciej chodzisz,
- odkładasz rzeczy z trzaskiem.
To jasny sygnał: ciało weszło w tryb reakcji. Zauważenie tego pozwala wyłączyć wewnętrzny alarm.
2. Daje czas na oddech
Zamiast od razu reagować z pośpiechu, złości czy poczucia winy, robisz pauzę.
Zatrzymujesz się. Dajesz sobie chwilę na przetrawienie tego, co się stało, bez dokręcania śruby.
3. Zdejmuje ciężar z głowy
Głowa lubi robić z drobiazgu wielką sprawę na Twój temat („znowu to samo”, „muszę to ogarnąć”). Ta praktyka sprowadza sprawę do faktów: to tylko zwykła sytuacja i chwilowe spięcie, nic więcej.
Praktyka – wykonanie
- Zauważasz spięcie (np. mocniej uderzasz w klawiaturę, chwytasz coś za mocno).
- Robisz miękki mikroruch, czyli wstań (jeśli siedzisz) i zrób krok w bok, jakbyś miała zostawić to spięcie w miejscu, gdzie go poczułaś.
- Mówisz w myśli lub na głos: „To nic takiego” i wypuszczasz powietrze, opuszczasz barki i otwierasz dłonie.
To wszystko. I działa 🙂
Dużo spokoju dla Ciebie i Twojego ciała.