Gdy przestałam ignorować to, co pokazuje moje ciało

To był zwykły dzień. Nic w nim nie zapowiadało niczego szczególnego.

Otworzyły się drzwi gabinetu mojego szefa. Padło proste pytanie: jedno z tych, które słyszałam już wcześniej,
w innej formie, przy innej okazji. A jednak w jednej chwili poczułam wyraźne sygnały ciała: ucisk w mostku i ścisk w żołądku.

To było zaskakujące, jak oczywisty stał się ten sygnał.
Jakby moje ciało od dawna wiedziało coś, czego ja jeszcze nie chciałam nazwać.

Zanim to zauważyłam

Przez lata byłam mistrzynią logiki.
Miałam odpowiedź na każde pytanie, zanim ktokolwiek zdążył je zadać: plan, argument, uzasadnienie gotowe jak dobrze wyuczona kwestia. A kiedy coś się nie zgadzało, nie szukałam w sobie. Szukałam wyjaśnienia w teoriach naukowców,  sama próbowałam ułożyć sobie historie, by wszystko mi pasowało i które tym razem na pewno miały dać mi jasność. 

Sygnały ciała były wtedy dla mnie czymś w rodzaju szumu w tle. Traktowałam ciało czysto biologicznie: czułam rękę, nogę, ból zęba albo głowy. Dyskomfort był po prostu dyskomfortem, czymś do przetrzymania, a nie do zrozumienia. Nie łączyłam tego z niczym konkretnym, bo nikt wcześniej nie pokazał mi, że te odczucia mogą coś znaczyć. To było wiele lat temu. 

Minęły lata pracy nad sobą, czytania, rozwoju, prób zrozumienia siebie różnymi metodami zanim zaczęłam podejrzewać, że odpowiedzi, których szukałam na zewnątrz, były cały czas dostępne w inny sposób.
Bliżej, niż myślałam.

W ciele.

sygnały ciała

Ten jeden moment

Wracając do tamtego dnia w gabinecie szefa, w tym jednym odczuciu zobaczyłam nagle całą historię tamtego miejsca. Ten ton, jakim zadał pytanie: złośliwy, ironiczny, znałam od lat. Słyszałam go tyle razy, że przestałam go w ogóle zauważać, jakby to był po prostu sposób, w jaki ten człowiek mówi, nic więcej.

Dopiero ciało pokazało mi, że było inaczej. Że ten ton nigdy nie był neutralny, tylko ja przestałam zwracać na niego uwagę.

W tym jednym momencie zobaczyłam wszystkie wcześniejsze razy, w których próbowałam się dopasować. Przekonywać samą siebie, że tak po prostu jest, że to normalne, że każdy ma szefa, który tak mówi.

Ciało powiedziało to prosto, bez żadnych ozdobników: to już nie jest Twoje miejsce.

Nie była to jakaś olśniewająca wizja ani nagłe objawienie. Był to bardzo fizyczny, bardzo konkretny sygnał, taki, którego nie dało się już zracjonalizować ani odłożyć na później.

Co się zmieniło potem

I kiedy raz poczułam tę różnicę: między ciężarem a lekkością, między napięciem a ulgą, nie dało się jej już przeoczyć. Zaczęłam zauważać te same sygnały ciała w zupełnie innych sytuacjach: przy wyborze projektów, przy podejmowaniu decyzji, w rozmowach, w relacjach.

Im więcej zwracałam na to uwagi, tym wyraźniej widziałam wzór. Nie za każdym razem wiedziałam od razu, co dany sygnał oznacza, ale wiedziałam już, że oznacza coś.

To był początek zupełnie innego sposobu podejmowania decyzji. Nie z rozważań w głowie, tylko z rozpoznania tego, co już działo się we mnie, zanim zdążyłam to nazwać.

To właśnie z tego doświadczenia, długiego uczenia się czytania własnych sygnałów ciała, sposobów odkrywania jak je czytać, wyrosło wszystko, co dziś robię z kobietami. Nie z teorii przeczytanej w książce, tylko z własnej, czasem niewygodnej nauki rozpoznawania tego, co ciało próbowało mi powiedzieć od dawna.

Z czasem zaczęłam widzieć, że takie momenty pojawiają się w życiu na wiele różnych sposobów.
Czasem coś przestaje pasować, czasem coraz trudniej usłyszeć siebie, a czasem po prostu pojawia się pytanie: co dalej?

📖 Jeśli chcesz zobaczyć tę drogę szerzej, przygotowałam przewodnik:
👉 Jak rozpoznać, co jest naprawdę Twoje: pełny przewodnik